www.Olsztyn24.com
Imieniny: Joanny, Marii 24 maja 2012 04:17

Newsroom24 » Głos Ludu

ico ico Justyna Artym | 2011-12-08 15:01 | Rozmiar tekstu: A A A
Kino przy stoliku, czyli „niekomercyjna” Awangarda
ico
Tutaj już Awangardy nie ma
Na czym polega „niekomercyjność” kina? Na prezentowaniu odważnego, ambitnego repertuaru? A może na podejściu, w którym nie liczy się zbijanie kokosów na przemyśle kinematograficznym, ale tworzenie i rozwijanie filmowej kultury?

Do Awangardy od dawna miałam stosunek ambiwalentny. Z jednej strony rzeczywiście można tam było obejrzeć kino trochę bardziej niezależne (choć bywało, że afisze pokrywały się z tymi przed multipleksem – często nie sprowadzano bardziej ambitnych produkcji, bojąc się o niską frekwencję). Z drugiej strony, stosunek do widza pozostawiał wiele do życzenia. Mimo deklaracji, że ambicją szefa jest właśnie krzewienie kultury filmowej, sprawiał wrażenie, że robi wszystko, by potencjalnego poszukiwacza kultury zniechęcić i odepchnąć.

Chyba nie tylko mnie dobijał słynny zwyczaj niewyświetlania filmów, jeśli zebrało się mniej niż pięć chętnych osób. Jeśli film ogólnie cieszył się małym zainteresowaniem, bez ostrzeżenia zdejmowano go z ekranów po dwóch dniach, mimo że w mediach zapowiadano projekcje np. przez tydzień. Wybieranie się na film w Awangardzie przypominało loterię: uda się czy nie? Oto szykujesz się na miły wieczór, malujesz się, ubierasz, bierzesz pod rękę faceta... po czym dowiadujesz się, że zaplanowany seans został odwołany. Ekonomia nigdy nie była moją mocną stroną, ale na zdrowy rozum: czy nie lepiej mieć w kasie wpływy z czterech biletów niż z żadnego? Czy jednorazowe wyświetlenie filmu to naprawdę tak ogromne zużycie projektora i taśmy? A gdzie to „niekomercyjne” podejście do sztuki filmu?
R E K L A M A
Pół biedy, jeśli obraz dopiero wchodzi na ekrany i jest szansa zobaczyć go innym razem... albo w innym miejscu, może w mniej malowniczym otoczeniu, ale za to na pewno. Gorzej, kiedy, dajmy na to, do Awangardy zjeżdża jakiś przegląd filmowy – wtedy zazwyczaj są to niedostępne perełki, a jedyny pokaz może być pierwszą i ostatnią szansą obejrzenia tego filmu.

Nie zapomnę pewnego przeglądu sprzed paru lat, na który się wybrałam. Zebrało się nas czterech śmiałków, którzy postanowili zaryzykować i spróbować. Pamiętam faceta o kulach, spoconego i zmęczonego – było bardzo upalne lato i musiał być naprawdę zdesperowany. Niestety, nawet jego poświęcenie nie skruszyło kamiennego serca bileterki. Nie dane nam było zaspokoić rozbudzonych apetytów. Popatrzyliśmy po sobie i rozeszliśmy się.

Hmmm... a propos przeglądów – przed pierwszym festiwalem kina rosyjskiego „Sputnik”, kiedy tylko (jako fanka Andrieja Tarkowskiego) dowiedziałam się, że taka inicjatywa jest planowana, poinformowałam o tym mailowo pana Lenkiewicza, z zapytaniem, czy jest możliwe, aby objazdowa część festiwalu zawitała także do Awangardy. Nie raczył mi odpisać.

Takie przykłady lekceważenia miłośników kina można by mnożyć. Choćby wydarzenie, które miało miejsce na jednym z pokazów Tu Się Movie. W marcu pokazywano irański film „Kobiety bez mężczyzn”. Przyszły tłumy. Prawie wszyscy zostali na dyskusji po projekcji, mimo przejmującego zimna panującego w nieogrzewanej sali. Emocje wrzały, rozprawiano o feminizmie, religiach, polityce... aż tu nagle, w samym środku kolejnego wątku, wkracza pani bileterka i chłodno oznajmia, że wybiła 22 i zamykają obiekt. No tak, udało się spędzić bydło, bydło zapłaciło, więc niech teraz się wynosi... Czy to jest podejście gospodarza kina, którego misją jest tworzenie kultury filmowej? Zamiast się cieszyć, że dzięki tej niesamowitej grupce pasjonatów Awangarda znów ożyła, pozwolić im dyskutować choćby do północy i zacierać rączki, że oto udało się zebrać pod swoimi skrzydłami środowisko i wywołać ferment intelektualny... najspokojniej wyprasza się towarzystwo o godzinie zero, jak intruzów z wynajętej sali konferencyjnej hotelu.

Chyba najbardziej kuriozalna sytuacja przytrafiła mi się na „Brzdącu” Chaplina z muzyką na żywo. Spodziewałam się tłumów, więc w kilka osób wcześniej kupiliśmy sobie bilety w samym środeczku siódmego rzędu na balkonie. Spokojnie wchodzimy na górę, po czym okazuje się, że... siódmego rzędu nie ma. Sprzedano nam nieistniejące miejsca. Po zgłoszeniu tego faktu, zamiast przeprosić, poradzono nam życzliwie, żebyśmy się porozsiadali w wolnych fotelach. Więc rozbiliśmy naszą grupkę i pozajmowaliśmy pojedyncze fotele z brzegów w różnych miejscach sali. - Masakra – powiedziała jedna z nas, malarka studiująca na Akademii Sztuk Pięknych w Wiedniu. – To, co się dzieje w tym kraju, jest nie do pomyślenia. Między innymi przez takie akcje stąd wyjechałam.

No cóż. Mimo wszystko wciąż jednak byłam stałą klientką Awangardy, chociażby ze względu na niesamowity klimat filmowej knajpki. Aż do pierwszego „Kina przy stoliku”. Nazwa wskazywałaby na to, że cykl będzie nawiązywać do formuły „Teatru przy stoliku”, od dawna z powodzeniem realizowanego w kawiarence Teatru im. Stefana Jaracza: wstęp wolny, miła kameralna atmosfera. Niestety, nic bardziej mylnego. Ledwie ja i mój przyjaciel zajęliśmy miejsca, zjawiła się przy nas kelnereczka. Grzecznie podziękowaliśmy, odpowiadając, że przyszliśmy na film. Po czym zostaliśmy równie grzecznie wyproszeni.

Hm. Mogę znieść dużo, nawet sprzedanie biletów na nieistniejące miejsca, ale to już było zbyt wiele. Jakoś nie potrafię sobie wyobrazić, aby w „Teatrze przy stoliku” widzowie byli zmuszani do wypicia herbatki, a w razie odmowy wyrzucani za drzwi. Z czymś podobnym nie spotkałam się na żadnym evencie w jakiejkolwiek innej kawiarni czy pubie. Zaletą organizowania projekcji czy spotkań w takich miejscach jest to, że MOŻNA w ich trakcie sączyć sobie kawę czy piwko, jeśli ma się akurat ochotę, ale z obowiązkiem złożenia zamówienia jako zakamuflowanym biletem wstępu spotkałam się pierwszy raz (jeśli już, to pisze się uczciwie: wjazd 10 zł, piwo/posiłek w cenie biletu). To ostatecznie utwierdziło mnie w przekonaniu, że Awangarda, pod płaszczykiem „niekomercyjności”, nastawiona jest tylko i wyłącznie na zysk, przy kompletnym braku szacunku do widza i jego potrzeb kulturalnych.

Dla porównania: Helios, który jawnie i z definicji jest kinem komercyjnym - znajduje się wszak w centrum handlowym, czyli traktuje widza jako konsumenta rozrywki. Wybrałam się tam na film raczej nie dla mas: „Poważnego człowieka” braci Cohen. Byłam jedynym widzem. Oczywiście, sprzedano mi bilet. Siedziałam na pustej sali niczym królowa. A po seansie specjalnie dla mnie wjechał pan z koszem na popcorn i grzecznie powiedział „Do widzenia”. Komercja? Jeśli komercją jest okazywanie klientowi szacunku i sprawianie, że czuje się dobrze, oraz zaspokajanie jego potrzeb, to jestem za taką komercją.

A repertuar? Co teraz wyświetla Awangarda? Pierwszy polski film o pornografii. Natomiast Helios uruchomił cykl „Kino Konesera” – co tydzień można obejrzeć dzieła nagradzane na światowych festiwalach.

Na czym więc polega „niekomercyjność” i... „awangardowość” Awangardy? Jeśli ani na krzewieniu kultury filmowej i klimacie sprzyjającym wielbicielom sztuki, ani na ambitnym repertuarze? Jedyne, co ratuje ten przybytek, to urokliwa knajpka. Proponowałabym więc panu Lenkiewiczowi zamknięcie kina i skupienie się na kręceniu biznesu przy pomocy kawiarni – zysk gwarantowany.

Justyna Artym

Newsroom24
Dodaj stronę do: Dodaj stronę do gwar.pl
Komentarze [8]
~pippi l. / 2011-12-08 21:13
Bardzo dobry tekst! I dający do myślenia... Takie rozsadne podsumowanie pokazuje, że nie wystarczy deklarować trzeba tez owe deklaracje wprowadzać w czyn.
~moviemaker / 2011-12-08 22:50
Szkoda tylko, że Pani "redaktor" 80% artykułu poświęca miejscu już nieistniejącemu - no ale cóż, jaki portal taki poziom dziennikarstwa
~ / 2011-12-09 00:51
Panie/Pani moviemaker, nie wiem, czy słyszał/a pan/pani o takiej pięknej zasadzie, że powinno się milczeć, jeśli nie ma się nic ciekawego do powiedzenia, ale z pewnością powinien/powinna się pan/pani do tej zasady zastosować. Nie jest prawdą, że Awangarda już nie istnieje. Została przeniesiona w dwa inne miejsca, jednak dalej działa i zarządza nią dotychczasowy właściciel . A to, że artykuł pani redaktor oparła na doświadczeniach związanych z wydarzeniami w starej siedzibie tego kina, nie znaczy, że nie mogą się one powtórzyć w nowej siedzibie. Jak mniemam, dlatego właśnie napisała to, co napisała, by zwrócić właścicielowi uwagę, że takie sytuacje nie powinny mieć miejsca. Zatem, zanim pan/pani zacznie spisać jakieś farmazony o nieistniejących kinach, do których niby odnosi się powyższy tekst, to proszę się zastanowić, o czym pan/pani mówi, ponieważ do tej pory to nie portal wykazał się brakiem profesjonalizmu (co zostało zasugerowane w pana/pani wypowiedzi), ale właśnie pan/pani...
~ / 2011-12-09 08:05
Bardzo trafne obserwacje. Sama kilka razy podobnych doświadczyłam... Nieżyczliwość bileterek i kelnerek rzeczywiście tez była tam na porządku dziennym...Teraz to już tylko wspomnienia ;)
~ewa / 2011-12-09 08:49
Nie żałuje Awangardy, bo było brudno i drogo. Udawano, że to styl. A stylem było tylko zarabianie na legendzie, której nie ma. Taką samą legende można było dorobić przecież do kina Polonia, Kopernik, a nawet Dworcowego. Tekst pani Artym jest szczery, a komentarze moviemakrów to uprawianie "polityki" na zasadzie "my się znamy na rzeczy, a wy nie".
~bizneswomen / 2011-12-09 10:26
Pani " dziennikareczko," uśmiałam się z pani tekstu,bo prowadzę własną działalność od wielu lat,żeby utrzymać pracowników,płacić dzierżawy,a w przypadku kina-oplaty dla dystrybutorów filmów,trzeba się nieżle nagimnastykować.Biznes prywatny polega na tym,że nie jest dotowany przez miasto itp...A w tym przypadku działalność komercyjna kina czy lokalu to chyba oczywista oczywistość.Jak chce pani prowadzić kawiarnię niekomercyjnie?Od lata uczestniczę w darmowych koncertach w Awangardzie Bis,są rewelacyjne,mnóstwo ludzi,nie zauważyłam,by kogoś wyproszono,bo nie zamówił czegoś.Wręcz przeciwnie,przychodziło mnóstwo młodych ludzi,którzy siedzieli cały wieczór przy mineralnej i było ok.Chyba należy też do dobrego tonu ,by zamówić cokolwiek.Bo z tego utrzymuje się kawiarnia.Niech pani się nie ośmiesza i nie porównuje spotkań z filmem w kawiarni i Teatru Przy Stoliku ,który jest jedną z form działalności Teatru Jaracza w całości dotowanego przez Urząd Marszałkowski. Byłam również na świetnym filmie "Z miłości"-film przeznaczony wyłącznie dla kin studyjnych.Film odważny,mądry,problemowy.Polecam.
~vacłav / 2011-12-09 18:55
Mam nowy temat dla pani J.A.:zareklamowany przez panią lokal Awangarda Bis ,działalnosc kawiarniana i klubowa,miejsc wolnych zero-godz.17.30-tłum ludzi rozgrzewających się w środku przy grzanym winie.I oto ja,świadek takiego zdarzenia:poziom trzeci,tzw.Strefa Brzdąca czyli kącik dla dzieci ,w kąciku siedzi młoda dziewczyna i dyskretnie karmi piersią malucha.Co pani na to?Można czy nie?Czy wypada czy nie?Nie,nie można.Siedzące po drugiej stronie sali pańcie z wielkiego świata wstały i poszły opieprzyc zdrowo kelnereczkę,że nie życzą sobie,by w tym lokalu ,w ich obecności ktoś karmił piersią!Cytuję:"obrzydliwy widok","ohydny","cyc na wierzchu",jedna z owych eleganckich i mocno wypindrzonych pań zaczęła się nawet obnażac w swoim świętym oburzeniu.Z powodu "ohydnego widoku,nieprzyzwoitego i obrzydliwego" oznajmiły,że nie zapłacą za rachunek i nigdy nie wejdą do kawiarni po raz drugi:)))widocznie w wielkim świecie,może nawet w samym Wiedniu,w miejscach publicznych widok matki z maleństwem jest na tyle gorszący i ohydny,że trzeba zrobic karczemną awanturę.Trafiły przypadkowo na właścicielkę lokalu ,dzięki czemu kelnereczka została uratowana.Ciekawym,czy następnym razem ktos nie przyjdzie z awanturą do kelnereczki,że obok niego siedzi "prawdziwy" Murzyn,albo Żyd w jarmułce i on nie życzy sobie towarzystwa takich ludzi....A propos repertuaru,to wszystkie filmy z klubu konesera Heliosa widzialem w Awangardzie.Helios,potężna sieciówa,stac ich na to,by grac dla jednej osoby,a pamietam,jak chadzałem do Kopernika i jak nie znalazło się 5 osób na film,to żegnaj gienia...
~lili / 2011-12-17 13:29
a gdyby "kelnereczka" nie podeszła byłoby, że serwis beznadziejny i nie można się doprosić i doczekać obsługi? bywam w tym lokalu regularnie i nigdy nie widziałam ,żeby ktoś został wyproszony, a o tym że na ekonomii autorka artykułu się nie zna widać akurat ewidentnie
Dodaj komentarz
Autor komentarza
Adres e-mail autora
Na podstawie Ustawy z dnia 23 kwietnia 1964 r. Kodeks cywilny [Dz. U. z 1964 r. Nr 16, poz. 93 ze zmianami] - ochronie dóbr osobistych służą również pojęcia zniesławienia i zniewagi, które to działania są przestępstwami i popełnienie ich pociąga odpowiedzialność karną. Karane są one karą grzywny, ograniczenia wolności lub pozbawienia wolności, w zależności od charakteru przestępstwa. Redakcja Olsztyn24 nie ponosi odpowiedzialności za treść publikowanych komentarzy.



Najnowsze artykuły
Polecamy
Najczęściej czytane
Ostatnio komentowane
Sondaż
Olsztyńska starówka tylko dla pieszych!:
tak
nie
nie mam zdania

RSS Copyright by Olsztyn 24. Wszelkie prawa zastrzeżone.
obrazek obrazek obrazek obrazek obrazek obrazek obrazek  
 



23.05 - Wawrzyn 2011 - Literacką Nagrodę Warmii i Mazur otrzymał Tomasz Białkowski za „Teorię ruchów Vorbla”. Wawrzyn Czytelników otrzymał Waldemar Kontewicz za książkę „Braniewnik”. Nagrody wręczono w Starym Ratuszu WBP w Olsztynie.     |     23.05 - W Olsztynie podpisano i wmurowano akt erekcyjny pod budowę Olsztyńskiego Parku Naukowo-Technologicznego.     |     20.05 - W Olsztynie odbył się bieg masowy Copernicus Run. Imprezę zorganizowano po raz czwarty.     |      
Olsztyn24.com