Olsztyn24 - Gazeta On-Line
Portal Informacyjny Miasta Olsztyn i Powiatu Olsztyńskiego

Olsztyn24
R E K L A M A
W E R S J A   M O B I L N A   O L S Z T Y N 2 4    P O L E C A M Y
Strona Olsztyn24 na urządzenia mobilne z ekranem dotykowym Projektowanie stron internetowych, tworzenie stron, agencja interaktywna NETTOM.com
R E K L A M A
Wydrukuj Email Łukasz Czarnecki-Pacyński. | 2017-01-21 16:22 | Rozmiar tekstu: A A A
58. wydanie „Borussii”

Kreatywna kontynuacja

Olsztyn24
Wieczór promocyjny 58. numeru „Borussii” (fot. Wojciech Ciesielski - wszystkie) | Więcej zdjęć »
Każde wydanie ukazującego się od 26 lat periodyku historyczno - literacko - kulturalnego Wspólnoty Kulturowej Borussia staje się w Olsztynie wydarzeniem kulturalnym. W piątek (20.01) w Domu Mendelsohna - olsztyńskiej siedzibie wspólnoty, odbył się wieczór promocyjny kolejnego, 58. numeru pisma, który ukazał się drukiem pod koniec zeszłego roku.

Spotkaniu przewodzili redaktorzy naczelni „Borussii”: Kazimierz Brakoniecki, literat i poeta, dyrektor Centrum Polsko - Francuskiego w Olsztynie, oraz prof. Robert Traba, który specjalnie w tym celu przyjechał z Berlina, gdzie piastuje stanowisko dyrektora Centrum Badań Historycznych PAN. „Ten zeszyt borussiański jak zwykle służy temu, aby lepiej zrozumieć to, co nas otacza, przemyśleć historię regionu, oraz spojrzeć na to, co dzieje się współcześnie” - stwierdził m.in. Brakoniecki. „Ja w Olsztynie jestem zawsze duchem, choć od tylu lat nie mieszkam już w nim na stałe. Każdy numer „Borussii” jest takim naszym małym świętem, więc bycie tutaj to dla mnie i powinność, i przyjemność.” - dodał prof. Traba.

Jednym z trzech, bodaj głównym, tematów tego wydania borussiańskiego kwartalnika jest, analizowana z różnych punktów widzenia, „tożsamość”. Żyjemy bowiem, jak można się doczytać na stronach pisma, w czasach kulturowego przełomu. Nagle okazuje się, że ustalone od pokoleń „punkty odniesienia”, zapewniające mieszkańcom starej, dobrej Europy poczucie bezpieczeństwa, tracą swoje umocowanie. W dobie obecnego wzajemnego przenikania się kultur, religii i światopoglądów, przestajemy już uznawać przysłowiową „jedynie słuszną prawdę” i oto nagle znowu stajemy bezbronni wobec Historii.  Tak, jak tytułowy „Homo viator1) - Homo migrant”, którego fenomen rozważają w tej publikacji różni autorzy, niektórzy z tytułami naukowymi: antropologowie sztuki oraz antropologowie kultury, historycy i kulturoznawcy, animatorzy kultury, dziennikarze, były Ambasador RP na Ukrainie i wreszcie poeci. Przejmujące wiersze Anny Augustyniak, Wojciecha Marka Darskiego i Jacka Poniedziałka dopełniają tego głęboko poruszającego dyskursu o wielkim wyzwaniu współczesności, jakim stało się odnalezienie na powrót miejsca dla siebie w, zmieniającym się burzliwie, świecie.
R E K L A M A
banner
„Znajdziemy w tym wydaniu „Borussii” i problematykę lokalną, i odwołanie się do problemu niedookreśloności, z jakim musimy teraz borykać się na codzień.” - mówi dr Wiesław Skrobot z Polsko-Niemieckiego Instytutu Badawczego „Collegium Polonicum” w Słubicach, wspólnej placówki dydaktyczno - naukowej dwóch partnerskich uniwersytetów: UAM w Poznaniu oraz  Uniwersytetu Europejskiego Viadrina (EUV) we Frankfurcie nad Odrą. Zdaniem Skrobota, to wydanie borussiańskiego periodyku jest ważne, ponieważ porusza nie tylko istotne problemy współczesności, ale podejmuje także bardzo uniwersalną problematykę „viatora”, czyli tego, który jest ciągle w drodze, który wędruje. Choć czyni to nie jako przysłowiowy „wieczny tułacz”, tylko raczej aktywny poszukiwacz swojego miejsca w przestrzeni świata. Jak zauważa Skrobot, chodzi tu o „odnajdywanie równowagi pomiędzy tym, co jest w moim wnętrzu, a tym, co jest na zewnątrz. I poszukiwanie punktów stycznych pomiędzy tymi dwoma obszarami.”

„Tematyka „innego”, „obcego” jest szczególnie istotna w kontekście dzisiejszych czasów” - zgadza się Klemens Baranowski, pracownik naukowy Wydziału Nauk Medycznych UWM. „Pamiętajmy, że my też mamy w naszej tradycji, naszej przeszłości tych „obcych”, którzy skądś tam przywędrowali. I ta prosta formuła, że „my stąd” jest dosyć złudna. Można przecież udowodnić, na przykład na drodze badań genetycznych, że ktoś, kto tak za wszelką cenę pragnie być ”czystym Polakiem” jest w rzeczywistości mieszanką różnej krwi z różnych stron świata. To rzuca pewne światło na temat szacunku dla drugiego człowieka, tolerancji - czyli inaczej mówiąc: wrażliwości na cudze potrzeby. Zawsze powinniśmy spojrzeć na daną sytuację oczami „tego drugiego człowieka”. Ten, który chce uderzyć, powinien postawić się na miejscu tego, który jest bity. Wtedy sytuacja wyglądałaby zupełnie inaczej.”

Spotkanie zakończyło się dyskusją na temat sytuacji obywatela współczesnego państwa, w relacji z tym państwem. Obywatel ma przecież coraz mniej możliwości przeciwstawienia się różnego rodzaju naciskom ze strony państwa. Cóż z tego, że będziemy mieli nawet idealną konstytucję, ale kiedy będą ją realizowały osoby skażone brakiem poszanowania dla prawa, to przecież niewiele tu zdziałamy. Czy to znaczy, że oto właśnie nadchodzi zmierzch kultury i cywilizacji europejskiej?

„O zmierzchu cywilizacji europejskiej mówi się prawie od początku, kiedy ona powstała” - uspokaja Kazimierz Brakoniecki, dodając, że „kryzys należy wręcz do istoty cywilizacji zachodniej”.  Jednocześnie jednak wcale „nie jest wesoło. Europa nie jest już najważniejsza na świecie, świat zmienia się bardzo szybko, problemy narastają. Europa, być może, zaczęła się nawet rozpadać, czyli jest ogromny, ogromny kryzys, w którym uczestniczymy, jako państwo, jako społeczeństwo i jako jednostki.”

******

Profesora Roberta Trabę poprosiłem o chwilę refleksji nad naszą kondycją kulturową w dzisiejszych czasach.

Ten numer „Borussi” porusza ważny temat tożsamości człowieka w kontekście kulturowym i historycznym. Ale w dyskusji, która wywiązała się podczas wieczoru, nie wypracowano żadnej jednoznacznej konkluzji na temat dzisiejszych czasów. Właściwie nie wiemy, ani gdzie tak naprawdę jesteśmy, ani dokąd zmierzamy.

To prawda. Żyjemy w czymś, co prof. Zygmunt Bauman określił mianem „płynnej nowoczesności”. „Płynne” stały się wartości, „płynne” stały się pewne stałe punkty, które kiedyś wyznaczały, określały naszą orientację I to, czego nam dzisiaj potrzeba, pomimo tej „płynności”, a może właśnie z powodu niej, to akurat debaty, dyskusji, która - jak Pan to powiedział - nawet nie wykreowywuje nowych, trwałych punktów odniesienia. Istotne jest, żeby stale prowadzić rozmowę. Żeby nie pogłębiać tego, co dzisiaj obserwujemy, że wszyscy monologujemy na różnych scenach i nie mamy wspólnej sceny dla żadnego sporu. A przecież spór jest demokracji potrzebny. Ja jestem wielkim zwolennikiem demokracji, co być może dzisiaj jest też niemodne i passé2), ale właśnie częścią demokracji jest debata, podczas której szanujemy partnera, nie wykluczamy go. My w Borussii nie wykluczamy partnerów. Naszym mottem na dalszą przyszłość jest „kreatywna kontynuacja”.

Demokracja zaczęła się w starożytnych Atenach, gdzie wszyscy obywatele żyli w mniej więcej podobny sposób i mieli mniej więcej podobne punkty odniesienia: i życiowe, i polityczne, i światopoglądowe. My teraz, żyjemy w tak odmiennych - można powiedzieć - „światach”, mając tak różne podstawy: i materialne, i światopoglądowe.

I te same wartości definiujemy, czasem nawet ekstremalnie, inaczej. Przytoczę teraz tezę Timothy Gartona Asha o tym, że „żyjemy w mnogości wolności dla siebie”. On to nazywa: „Ego Chambers” - te hermetyczne „Pokoje Ja” to są takie wolności dla siebie, zamknięte we „własnym sosie”. I dzieje się to na skalę światową. Bardzo pesymistyczna wersja współczesnej kultury zakłada, że nie mamy już właściwie żadnej wspólnej podstawy. Ja jednak uważam, że stoimy teraz w obliczu zredefiniowania tych podstaw. Bo my niczego nowego nie wymyślamy. Być może po latach, kiedy przeminą na przykład dwie kolejne generacje, będzie się uczyć w szkołach o naszych czasach, jako o przełomowym okresie w historii Europy. Z jednej strony mamy, dotyczącą nas wszystkich, globalizację, z drugiej strony jednak renacjonalizację, jakiej nie było w Europie od II Wojny Światowej. Powrót do wspólnot, do zamykania się w sobie, do odrzucenia czegoś uniwersalnego. I pytanie teraz, jak z tego wybrnąć, żeby nie popaść na powrót w stare błędy, w stare schematy, gdzie wąsko rozumiane nacjonalizmy dyktowały spory przeradzające się w konflikty zbrojne. To jest wielki problem. Jak go rozwiązać?

Każdy z numerów naszego pisma, każde z naszych spotkań służy temu, by budować namysł nad tym. Może drogę wyjścia z tego impasu wskazuje stare hasło: „myśl globalnie, działaj lokalnie”? Spróbujemy identyfikować te problemy na lokalnym podwórku i łączyć je ze zjawiskami uniwersalnymi.

My na przykład nie przerobiliśmy doświadczenia migracji. Proszę zwrócić uwagę, że wszyscy, łącznie z Panem czy obecnym tu historykiem Wojtkiem Ciesielskim, łącznie ze mną, w którymś tam pokoleniu jesteśmy migrantami. Jeżeli nie nasi rodzice, to nasi dziadkowie skądś przybyli. Proszę powiedzieć ile z tego, że byliśmy kiedyś „obcymi”, zostało przerobione? „Obcymi” wobec miejsca, „obcymi” wobec ludzi zastanych. Ile z tego doświadczenia daje asumpt do oceny współczesności? Nie przerobiliśmy tej migracji. Być może to jest niemożliwe, bo skupiamy się w migracji na procesie wyjścia. To jest największy dramat - opuszczenie miejsca. I co to znaczy dla kolejnych pokoleń tu żyjących, które są już „u siebie”, ale nie identyfikują tej przestrzeni z jej przeszłą tradycją, historią i tak dalej. Warto być może zaczynać tę globalną rozmowę od takich prostych pytań dotyczących nas samych. Wtedy, zagłębiając się najpierw w siebie, będziemy mogli lepiej zrozumieć problemy globalne. Ten namysł nad naszym „tu i teraz” jest niezwykle ważny. Dlatego szczególnie polecam w tym wydaniu „Borussii” rozmowę z Jerzym Bahrem, jednym z najwybitniejszych polskich dyplomatów, który w centrum swojej wypowiedzi stawia problem: „Czym jest dzisiaj Europa i kraje narodowe w Europie? Czym jest ucieczka w zamykanie się we wspólnotach narodowych? Czy nie przerabiamy „powtórki z Historii”? Do czego może nas to zjawisko doprowadzić?”

Czy w kontekście tego, o czym mówimy, przenikania kultur dostępnego także dzięki sposobom podróżowania - za parę godzin mogę być samolotem w Ameryce, za paręnaście w Australii - możliwy jest w ogóle powrót do jakichś stałych punktów, które będą nas konstytuowały w otaczającej rzeczywistości?

Proszę zwrócić uwagę na finalną metaforę mojego wstępu do tego wydania „Borussii”: „Wszyscy jesteśmy migrantami, i co z tego!” - z wykrzyknikiem na końcu i bez znaku zapytania. Ta finalna fraza dotyczy trzech archetypów przemieszczania się. Pierwszy to jest „Archetyp Abrahama” - podróż do ziemi obiecanej, do którego można odnieść powojenne przybycie Polaków na Warmię i Mazury. Nie mamy tutaj „Archetypu Odysseusza”, bo nie było tu przecież żadnego „Powrotu do Itaki”. Mamy za to, z czym ja się identyfikuję, i to jest odpowiedź na Pana pytanie, „mit Anteusza”, albo „Antajosa”. To jest syn Gai, strażnik ogrodu Hesperyd, którego spotyka na swej drodze Herakles, mający wynieść z tego ogrodu jabłko. I nie może go pokonać, ponieważ Antajosowi niezwyciężoną siłę daje kontakt z ziemią swojego ogrodu. Herakles jednak w końcu podnosi go, odrywa od ziemi, wynosi z ogrodu i tam, pozbawionego siły, bez trudu wtedy pokonuje. „Metafora Antajosa” to jest powrót do korzeni. I sądzę, że pomimo możliwości globalnego przemieszczania się, ludzie potrzebują „umiejscowienia” w przestrzeni. Przestrzeń konstruuje również nasze działanie i myślenie o świecie. Każdy z nas potrzebuje takich, może nie jednego, punktów orientacyjnych zakorzenionych w przestrzeni. Nie chodzi o powrót do tej mitycznej ziemi rodzinnej, „Heimatu” - jak to Niemcy nazywają. Chodzi o to, że my potrzebujemy „zadomowienia”. Ono jest tutaj kluczem. Na przykład dla mnie „zadomowienie” to jest Olsztyn przede wszystkim, ale to jest także Warszawa oraz Berlin, w którym mieszkałem przez wiele lat. Te miejsca są dla mnie „ciepłe”. Ale wracam do tego, które jest dla mnie „najcieplejsze”, czyli do Olsztyna. I ta potrzeba bycia „zadomowionym” nie zniknie z naszej ludzkiej konstrukcji, nawet kiedy będziemy już ludźmi „globalnymi”, podróżującymi w te niezliczone miejsca, o których Pan mówi. I to jest, w jakimś sensie, moja pozytywna, może nie odpowiedź, ale koncepcja. Tak jak warto sobie uświadamiać owo „migracyjne tło”, które każdy z nas gdzieś nosi w doświadczeniu rodzinnym, tak i warto sobie uświadamiać, że my potrzebujemy, jako ludzie, „zadomowienia” dla wzmocnienia naszej ludzkiej kondycji.

Łukasz Czarnecki-Pacyński

______

1) łac. „podróżny”, „pielgrzym” - symbol doli człowieczej, powtarzający się motyw człowieka w drodze, podróży, tułaczce
2) miniony, przebrzmiały

Z D J Ę C I A
Komentarze [0]
Nikt nie skomentował jeszcze tego artykułu...
Będziesz pierwszy?
Dodaj komentarz
Komentarze w Olsztyn24 pojawiają się po akceptacji moderatora.
Autor komentarza
Na podstawie Ustawy z dnia 23 kwietnia 1964 r. Kodeks cywilny [Dz. U. z 1964 r. Nr 16, poz. 93 ze zmianami] - ochronie dóbr osobistych służą również pojęcia zniesławienia i zniewagi, które to działania są przestępstwami i popełnienie ich pociąga odpowiedzialność karną. Karane są one karą grzywny, ograniczenia wolności lub pozbawienia wolności, w zależności od charakteru przestępstwa. Redakcja Olsztyn24 nie ponosi odpowiedzialności za treść publikowanych komentarzy.
R E K L A M A
Podobne artykuły
Najnowsze artykuły
Polecane wideo
Najczęściej czytane
Ostatnie komentarze
Najnowsze galerie
Sondaż
Mały ruch graniczny z Rosją powinien być:
wznowiony
zawieszony
jest mi to obojętne
RSS| O Gazecie| Nasze loga| Regulamin Olsztyn24| Kontakt| Reklama| Copyright by Olsztyn 24. Wszelkie prawa zastrzeżone.