Olsztyn24 - Gazeta On-Line
Portal Informacyjny Olsztyna i Powiatu Olsztyńskiego

Olsztyn24
17:32 25 kwietnia 2026 Imieniny: Jarosława, Marka
YouTube
Facebook

szukaj

Newsroom24 Sztuka teatralna
Jerzy Szczudlik | 2026-04-25 13:55 | Rozmiar tekstu: A A A

Południce nie mogą zasnąć

Olsztyn24
Scena ze spektaklu „Południce” w reżyserii Jana Jelińskiego (fot. Dawid Stube)

W ostatnich latach literatura, a za nią teatr odkrywa nieznane powszechnie dzieje skomplikowanej historii Warmii i Mazur. Teraz przyszedł czas na miejscowe wierzenia religijne i ludowe, mimo że nie da się ich do końca powiązać z tym konkretnym miejscem na Ziemi, występowały bowiem i w innych regionach kraju i Europy. I to od wieków, od czasów antycznych. Niedawno twórcy spektaklu na podstawie, „Pana Tadeusza” przekonywali nas, że ta epicka opowieść jest ponadczasowa i uniwersalna, da się ją więc powiązać z antykiem. Podobnie praźródeł „naszych” Południc możemy doszukiwać się wśród mitologicznych nimf.

Człowiek miał zawsze problem z dotarciem do sensu swego żywota, ze zrozumieniem mechanizmów rządzących światem, z wyjaśnieniem przyczyn dobra i zła. Ponieważ bogów, czy Boga, obsadził w roli tych dobrych, czuwających nad losem ludzi, obowiązki złego powierzono diabłom i ich pomniejszym licznym pomocnikom. Rodzime klechdy i podania ludowe, a potem i literatura piękna pełne są rusałek, boginek, świtezianek, czy panien wodnych. Przedstawiane przeważnie jako młode, piękne dziewczyny, nierzadko nagie, zamieszkujące lasy lub wodne odmęty (w niektórych wierzeniach przybierały postać staruszek owiniętych w białe płótno, co mogło budzić skojarzenia z wizerunkiem śmierci). Wabiąc głównie  mężczyzn, usiłowały doprowadzić ich do zguby. Południcami stawały się często dusze młodych dziewcząt, które zginęły z powodu nieszczęśliwej miłości, a według niektórych podań ich śmierć miała miejsce w trakcie lub niedługo przed lub po ślubie. Przemawiały więc przez nie żal, złość i pewnie zazdrość, że nie dane im było zażyć bliskości i małżeńskiego szczęścia. Bezradność rodzi zemstę, zamieniały się więc w potwory. 
 
Nazwano je Południcami, bo objawiały się najczęściej w południe, w letnie dni. Należą do wyjątkowych złych duchów, bowiem naturalne środowisko większości demonów - to przecież mrok. Gdyby szukać genezy tych wierzeń, byłyby to pewnie konsekwencje upału, zagrażające życiu człowieka, ale też zasypianie podczas prac polowych, czemu miał sprzyjać śpiew Południc (być może zaczerpnięty z mitów o syrenim śpiewie, prowadzących żeglarzy na zgubę).  Na ludzką wyobraźnię działały też zjawiska falowania zbóż, czy wiry powietrzne, pojawiające się w upalne dni. Nierzadko wierzono, że Południce najpierw były  obrończyniami natury i płodów rolnych, a dopiero później, wraz z rozwojem chrześcijaństwa, stały się niebezpiecznymi demonami. Przekazywane z pokolenia na pokolenie opowieści o Południcach miały też swoje dobre strony. Rolnicy starali chronić się przed upałem, odpoczywając w cieniu, pijąc wodę, pracując w grupie i wzajemnie się wspierając, co w ich mniemaniu osłabiało moc działania tych zjaw.
 
To wciąż dzika ze swej natury warmińska przyroda i związane z nią ludowe wierzenia zainspirowały twórców premierowego spektaklu w teatrze im. S. Jaracza w Olsztynie: Annę Mazurek – scenarzystkę oraz Jana Jelińskiego – reżysera. Tytułowe Południce, które uznano nie tylko za złe duchy, ale też za opiekunki naturalnego porządku, mają nas wprowadzić w nieco baśniowy świat ciągłości życia, natury i ludzkiej wyobraźni. W przedstawieniu miejscem akcji jest dziewiczy las, jako wymarzone miejsce do spotkania teraźniejszości z przeszłością, zlot dobrych i złych duchów, nawiązujących kontakt z żyjącymi. To tam, po opanowaniu pól uprawnych przez mechaniczne potwory i zabójczą chemię, przeniosły się niegustujące w zgiełku i postępie Południce. Tam też, nie doczekawszy się zadośćuczynienia za doznane krzywdy, nie mogąc usnąć snem wieczystym, snują swoje opowieści.
 
Jedna z nich przekonywała o wyższości życia zgodnego z naturą, co ma nas uwolnić od stresu, lęków dnia codziennego, czy akceptację siebie w zespoleniu z dziewiczym otoczeniem. Od lat obserwujemy modę na powrót do ekologicznego i atawistycznego środowiska, jako źródła zdrowszego życia, równowagi i relaksu. Niestety dość często przybiera ona formę karykaturalną. Staje się obsesją, prowadzi do przetrenowania niedopasowanego do rygorystycznych restrykcji organizmu ludzkiego i zaburzeń odżywiania, a w konsekwencji do izolacji społecznej i dotkliwych wyrzutów sumienia. Z drugiej strony podporządkowując sobie naturę, człowiek zapomina, że jest jej częścią za życia, a nie jedynie po pochówku w ziemi.
 
Następna opowieść jest o kobietach od zawsze narażonych na przemoc, wykorzystywanych i uznanych za niegodne równouprawnienia. Jedną z bohaterek spektaklu jest dziennikarka, grana przez Joannę Fertacz, świadoma swych praw, która staje po stronie pokrzywdzonych. Czy tylko dlatego, że sama nosi w sobie niezagojone rany z przeszłości? Poznajemy także jej ojca, wyznawcę spiskowych teorii, które można zaliczyć do kolejnych opowieści. W tę postać wciela się Marian Czarkowski, który w części baśniowej przebiera się za borsuka i wilka, reprezentujących dobro i zło. Myślę, że foliarstwo nie pojawia się tu przypadkiem. Teorie spiskowe są jak wierzenia. Stanowią proste wyjaśnienie skomplikowanych sytuacji. Szkoda czasu na szukanie przyczyn w ludzkiej niedoskonałości, w złożoności życia, czy choćby w przypadku. Po co sięgać do odległych zakamarków rozumu, jeśli na podorędziu drzemie wyobraźnia? Ona jest cudem, chyba że jest chora. Wtedy podpowiada proste rozwiązania: Bóg tak chciał, ktoś się na nas uwziął, wszystko przez tych obcych, to musiał być zamach itp.
 
Zaskoczyły mnie kostiumy Południc. Są, podobnie jak scenografia i pokazy video, zasługą Eweliny Węgiel. Odbiegały bardzo od tych utrwalonych w ludowych przekazach. Zamiast skąpego lub zwiewnego przyodziewku, m. in. sportowe szermiercze stroje, a na nich ciepłe płaszcze pokryte sztucznym futrem. Widocznie nie tylko moja żona uważa, że na Warmii jest zawsze zimno. W co by jednak nie były ubrane, Małgorzata Rydzyńska i Emilia Lewandowska są wielkim plusem tego spektaklu. Często zabawne, miejscami straszne, kiedy trzeba dramatyczne i od czasu do czasu śpiewające prawie a cappella kurpiowskie pieśni o związkach człowieka z naturą. Brawo! A generalnie pomieszanie w sztuce konwencji nie do końca mnie przekonuje. Publicystyczne wstawki też nie pomagają. Moim zdaniem, same Południce byłyby wystarczającym materiałem na wspaniałe widowisko. Mimo zastrzeżeń, uważam, że dramat zobaczyć trzeba. Choćby dla przypomnienia, że stosy i lasy wciąż płoną.
 
Jerzy Szczudlik 



R E K L A M A
REKLAMA W OLSZTYN24ico
Telemagazyn Pogodynka
Najnowsze artykuły
Polecane wideo
Najczęściej czytane
Najnowsze galerie
Copyright by Wydawnictwo Foto Press. Wszelkie prawa zastrzeżone.